poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Spokój w Laos a w Wietnamie chaos

Bardzo fajny zwyczaj jaki zaobserwowaliśmy w Laosie to pozostawianie obuwia na zewnątrz domu. Jest to możliwe dlatego, że po pierwsze jest tam non-stop ciepło i stopy nie marzną, po drugie bardzo dbają o czystość i podłogi są sterylnie czyste, po trzecie zaś podłogi są wykonane albo z dużych płytek ceramicznych, albo bardzo często z drewnianych lakierowanych desek. Nie dość, że wygląda to elegancko i przytulnie to fajnie się chodzi gołymi stopami po takim podłożu. Nie ważne czy w stolicy Laosu czy na prowincji, nie ważne czy hotel był parterowy czy piętrowy zawsze buty zostawały na zewnątrz. Na noc również. Dziś w Luang Prabang wychodziliśmy na śniadanie a Zbyszek szuka na chodniku przed hotelem swoich gumowych niebieskich klapek Zniknęły. Dziwne bardzo, bo w Laosie mało co ginie, a co dopiero jakieś używane proste wsuwane klapki. Konsternacja, gość z hotelu się przejął, szukał wokół hotelu, naraz patrzymy a obok budynku kilku facetów układa stoły na jakąś imprezę. Jeden z nich, jakby nigdy nic, paradował w niebieskich klapkach. Pokazujemy, że założył Zbycha klapki. On bez wzruszenia zsunął buty i wrócił do pracy. Ale na tym nie koniec. Zbyszek zostawił odzyskane klapki przed hotelem, po szliśmy na śniadanie, postanowił wrócić po nie później i je dokładnie wyszorować. Kiedy przyszedł po godzinie, w jego niebieskich klapkach paradował tym razem gość z recepcji hotelu. Wygląda więc na to, że obuwie noszone przez Zbyszka jest bardzo popularne w Laosie :-) Podstawowymi zwrotami, które bardzo przydają się w Laosie oraz powodują uśmiech na twarzy rozmówców to powitanie" sabaai dii" oraz dziękuję czyli "khawp jai" - (wymawia sie jak kopczaj). Wymawia się dziennie te zwroty kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset razy. Laotańczycy są bardzo uprzejmi, kłaniają się, uśmiechają, składają ręce razem. W Wietnamie już tego nie ma. Przynajmniej nie w Hanoi na porządku dziennym. Tu panuje chaos, harmider, zgiełk, Laos był dla odmiany oazą spokoju. W Polsce wydarzyła się wielka tragedia. Ale w Azji mało kto o tym wie. Dla laotańskiego kelnera ważniejsze były zamieszki w Tajlandii i starcia "czerwonych koszul" z wojskami rządowymi. To pokazuje, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Skoro jestem przy kelnerze a blog ma w nazwie smaki, trzeba wspomnieć o kuchni. Jest znakomita. Jedliśmy np. Laap - tradycyjną potrawę laotańską. Jest to drobno zmielone mięso kurczaka, wołowe lub wieprzowe z posiekana bazylią, czosnkiem , mietą, sokiem limonkowym i innym przyprawami. Jest lekko wilgotne, podawane ciepłe. Można jeść z białym ryżem. Ryż podawany jest albo gotowany na parze albo tzw. bardzo popularny sticky rice. Podaje się go w bambusowych koszyczkach z pokrywką. Co ciekawe każde ziarenko jest co prawda oddzielnie, ale całość jest bardzo klejąca. Trudno nabrać taki ryż widelcem czy pałeczkami. Trzeba go brać palcami i formować w kulkę a potem dopiero maczać w jakimś sosie. Zamówiliśmy też kiedyś sałatkę z papaji. Oczekiwaliśmy owocu pomarańczowego i znajomego smaku. Tymczasem przypominało to widokiem posiekaną białą cebulę, z kawałkami pomidorów. W smaku było łagodne i chrupkie w jakiejś marynacie o smaku limonki i czosnku. Okazało się, że sałatka jest z tzw. zielonej papaji. Było to nader smaczne . Najbardziej chyba popularnym daniem jest jednak noodle soup, Laotańczycy jadają ją na śniadanie, obiad i kolację. Robią znakomite smażone ryby, wyśmienity ryż z dodatkami, zapiekane pierożki w cieście z mielonym mięsem i np. trawą cytrynową. Żeby nie było, że jedynym płynem jaki przyjmujemy jest piwo Lao, to oczywiście informuję, że pijamy bardzo często soki ze świeżych limonek oraz mleczko kokosowe. I żeby nie było, że tylko Laotańczycy świetnie gotują, wietnamska kuchnia jest równie genialna. Właśnie wróciliśmy z kolacji w knajpie w Hanoi. Kalmary smażone w cieście na głębokim tłuszczu w sosie ananasowym to było coś cudownie pysznego. Jeśli chodzi o ceny to piwo w knajpie w Laosie kosztuje około 8000-10000Kip (3zł) za butelkę 640ml. Śniadanie składające się omletu, dużej bagietki i kawy można zjeść za około 20000Kip (7zł), główne danie obiadowe kosztuje od 20000-50000Kip (7-18zł). Talerz przepysznych pierożków, o których kiedyś wspominałem kosztował 10000Kip (3zł). Niemniej jednak ceny w Laosie, w ślad za cywilizacyjnym rozwojem państwa idą w górę z roku na rok. Ceny podane w przewodniku Lonely Planet, wydanie z września 2009 są już mocno zdeaktualizowane. Dla przykładu cena biletu do świątyni podana w przewodniku wynosi 10000Kip, w rzeczywistości wrosła już o 100% i wynosi 20000Kip. Ceny hoteli rosną a ludzie zajmujący sie turystyką, wiedzą, że można coraz więcej zarobić na wycieczkach. Myślę, że za kilka lat Laos, podobnie jak i Kambodża będą zbliżone cenowo do sąsiadującej, rozwiniętej turystycznie Tajlandii. Jutro ruszamy z samego rana na trzydniowy rejs po zatoce Halong. Prognozy pogody nie są zachęcające, ale jesteśmy dobrej myśli. Dziś jak przylecieliśmy do Hanoi o 16tej, temperatura w mieście wynosiła 28stopni i świeciło słońce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz