poniedziałek, 21 lutego 2011

Panama Revisited

Opuscilismy nad ranem San Jose. Odbylo sie bez zadnych problemow, jako ze dzis jest niedziela, ominely nad korki na drogach w drodze na lotnisko. Zdalismy samochod w wypozyczalni i po komfortowym godzinnym locie bylismy znowu w Panama City. Po zakwaterowaniu w hotelu, nazwy ktorego nie wspomne, bo naprawde nie warto, pojechalismy ponownie na stare miasto do dzielnicy San Felipe. Tydzien wczesniej zwiedzalismy je noca a teraz mielismy okazje podziwiac je w pelnym sloncu. A warto sie tu poszwedac po waskich uliczkach i placach. Widoki przypominaja troche Hawane, stare ruiny, fasady budynkow, wiele zniszczonych kompletnie kamienic, ale wsrod nich calkiem sporo prawdziwych perelek, odrestaurowanych ze smakiem i polotem pieknych budynkow kolonialnych, duzo restauracji, klubow, sklepikow. Nad brzegiem morza biegnie piekna promenada, czesciowo oslonieta pergola z kwiatami a pozniej biegnie szczytem murow obronnych. Zdjecia przez nas robione oddaja tylko te piekne fragmenty starego miasta, niestety jak sie odejdzie dwie, trzy przecznice dalej od plaza Cathedral zaczynaja dominowac obskurne, zniszczone kwartaly miasta. Jezdzilismy taksowkami przez rozne dzielnice Panama City. W niektorych sami taksowkarze zamykali drzwi i kazali podnosic szyby. Widoki betonowych odrapanych blokow i chaotycznych podworek przed nimi oraz stojacych w grupkach wyrostkow w podkoszulkach mogl powodowac pewne obawy. Rowniez policja spotkana na starym miescie ostrzegala przed wychodzeniem poza kwartal starego miasta i pilnowanie aparatow fotograficznych i toreb. Dominujacym i charakterystycznym elementem Panama City sa jednak wiezowce. Mozna podziwiac przepiekny skyline miasta wlasnie z San Felipe a jeszcze lepiej z wyspy Flamenco, do ktorej prowadzi waski przesmyk – Ave Amodar. Na tym waskim pasku ziemi o dlugosci kilku kilometrow, obsadzonym palmami, wiedzie droga z jednym pasem w kazda strone, oraz sciezka rowerowa i to wszystko. Natomiast na wyspie jest miejsce na parking, kilka restauracji i marine z jachtami. W knajpie polecanej z uwagi na najlepszy seafood w Panamie zjedlismy dinner i podziwialismy zachod slonca nas stolica Panamy. W Panamie nie jest juz tak drogo jak w sasiedniej Kostaryce, taksowki i jedzenie w knajpie sa w przystepnych dla nas cenach. Wydawalo sie, ze cale zycie towarzyskie w niedzielny wieczor koncentruje sie wlasnie na wyspie Flamenco. Knajpy byly pelne, tak, ze ustawialy sie do nich kolejki chetnych, na sciezce rowerowej bylo gesto od ludzi na rolkach i rowerach. Zauwazylismy, ze w Panamie istnieje moda na rasowe psy. Wiele osob przechadza sie z zupelnie jak na ten kontynent egzotycznymi psami typu terriery szkockie, wyzly, dogi, beagle i co zgroza w tych warunkach klimatycznych psami huskie. Dzis ostatni nocleg, jutro ruszamy z samego rana na wycieczke wzdluz kanalu panamskiego az do miasta Colon na wybrzezu karaibskim i zwiedzamy kilka towarzyszacych miejsc po drodze a wieczorem mamy rejs powrotny do Europy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz